Pierwszy dzień


Późno wyjechałam, późno dojechałam, a Jadwiga ciągle dzwoniła. Takie uroki korzystania z czyjejś pomocy, że się trzeba opowiadać.

Pierwsze wrażenia bardzo negatywne. Pokój malutki, nie mam kompletne gdzie trzymać transporterów, walizek, nawet rzeczy. Trzy wieszaki w szafie, umywalka nie ma korka. Że też zawsze muszą być takie drobiazgi, które całkowicie psują opinię gości.

Widok bynajmniej ne na Giewont, a na Gubałówkę. Co gorsza, pod balkonem grill i zabawowe towarzystwo przy nim do północy. 

Ech.

Ale koty w porządku, nawet spokojnie jechały. 

I muszę się jakoś pozytywnie nastawić, bo dziś po przyjeździe to nawet mi sie nie chciało z tego drugiego piętra zejść.



Komentarze