Niedziela bez samochodu


Wcale nie tak łatwo ją przeżyć. Wybrałam się w dwie wyprawy i ciężko to zniosłam.

Pierwsza po kocią suchą karmę do paczkomatu. W jedną stronę kompletnie na piechotę, z samolotami nad głową. Umęczyłam się i wróciłam już autobusem.

Druga to wyprawa tramwajem do kościoła, powrót z panią Hećko. Też rozmowa, wieczorem rozmowa z Leszkiem i Jadiwgą. Wyczerpałam limit interakcji towarzysko - telefonicznych na cały miesiąc :)

Komentarze